Historia o tym, jak ślub omal nie zamienił się w katastrofę z powodu nadopiekuńczej teściowej. Olga Aleksiejewna chciała przyćmić pannę młodą, pojawiając się w sukni podobnej do ślubnej. Ale matka Alisy interweniowała i znalazła eleganckie rozwiązanie, stawiając wszystko na swoim miejscu. Czułość, zdrada, przebiegły plan i nieoczekiwane zakończenie z sosem wiśniowym. To historia o granicach, miłości i wsparciu bliskich.
- Mamo, — jej głos załamał się w szlochu, — ona specjalnie… chce wszystko zepsuć… Kupiła suknię taką jak panna młoda…
- Cicho, cicho, — głos Marii Lwowny brzmiał niezwykle stanowczo. — Nie płacz, dziewczyno. Wszystko naprawię.
Alicja wyczuła coś nie tak, gdy tylko weszła do restauracji. Było zbyt pusto, światła były zbyt przyćmione. Maxim jednak zachowywał się jak zwykle, tylko jego palce lekko drżały. Setki świec migotały w małym pokoju VIP. Na środku stołu stał wazon z ciemnobordowymi różami, jej ulubionymi.
„Max” – wyszeptała Alicja – „co się dzieje?”
Zamiast odpowiedzieć, uklęknął na jedno kolano. W jego palcach błysnął pierścionek.
„Aliso Borisovno, zgadzasz się zostać moją żoną?
” „Tak” – wyszeptała. „Oczywiście, tak!”
Pierścionek wsunął się na jej palec. Alicja przytuliła się do Maxima i pomyślała: oto jest, szczęście.
Ale tydzień później ich spokój zaczął pękać.
„Co masz na myśli, my sami?” – zapytała oburzona przyszła teściowa, Olga Aleksiejewna. „Nie, to nie przejdzie! Ślub to poważna sprawa, trzeba mieć doświadczenie. Słuchaj, ja już znalazłam wspaniałą restaurację…
” „Mamo” – przerwał jej cicho Maksym – „jesteśmy wdzięczni za twoją pomoc, ale chcemy wszystko zorganizować sami
”. Olga Aleksiejewna mówiła bez przerwy – o tradycjach, o przyzwoitości, o tym, jak ważne jest „nie stracić twarzy”.
„Mamo” – próbował ponownie wtrącić Maksym – „wybraliśmy już restaurację. Biała Akacja
”. „Biała Akacja?” Ten nowy budynek? Nie, nie, tylko „Ampir!”
„Mamo” – głos Maksymiliana brzmiał metalicznie – „sami płacimy za ślub. I będziemy go świętować, gdzie chcemy”.
Olga Aleksiejewna zacisnęła usta: „Cóż, twój wybór. Tylko nie mów później, że cię nie ostrzegałem.
„Przepraszam” – Maxim uśmiechnął się winnie, przytulając Alicję. „Jest trochę… poniesiona
”. Alicja milczała. Wewnętrzny głos szepnął: „To dopiero początek”.
Kolejne tygodnie przerodziły się w serię kłótni. Olga Aleksiejewna doszukiwała się wad we wszystkim, od kwiatów po aranżację stołu.
— Różowe piwonie? We wrześniu? Nie, tylko białe kalie!
Alisa trzymała się z całych sił. Uratowało ją tylko wsparcie matki, spokojnej i rozsądnej Marii Lwowny. „Nie martw się”, powiedziała. „Jesteś panną młodą, sama musisz zdecydować”.
Ale prawdziwa burza rozpętała się z powodu tortu.
– Nie, tylko spójrz! – Olga Aleksiejewna potrząsnęła książeczką. – Trzy piętra? Gdzie są cukrowe róże? Gdzie figurki?
– Mamo, chcemy prosty, elegancki tort – powiedział zmęczony Maksym.
– Prosty? – Głos Olgi Aleksiejewny zabrzmiał łzami. – Chcesz zhańbić matkę przed całym miastem?
– Olga Aleksiejewna – Alicja nie mogła tego znieść – to nasz ślub. Nie twój.
W pokoju zapadła cisza. Olga Aleksiejewna gwałtownie wstała: „Widzę, że jestem tu zbędna. Rób, co chcesz!”. Wybiegła z mieszkania, trzaskając drzwiami.
A dwa dni później grzmot huknął. W salonie ślubnym Alicja przypadkiem usłyszała rozmowę administratora: „Tak, tak, Olgo Aleksiejewno, twoja suknia będzie gotowa. Taki cudowny odcień – jasny krem, prawie jak panny młodej…”.
Oczy Alicji pociemniały. Wybiegła z salonu i drżącymi palcami wybrała numer matki.
„Mamo” – jej głos załamał się w szlochu – „ona celowo… chce wszystko zepsuć… Kupiła suknię taką jak panny młodej…”.
„Cicho” – głos Marii Lwowny zabrzmiał niezwykle stanowczo. „Nie płacz, dziewczyno. Wszystko naprawię. Po prostu mi zaufaj”.
Do ślubu pozostały trzy dni.
Poranek weselny zaczął się od deszczu. Alicja stała przy oknie, próbując powstrzymać drżenie. W głowie krążyła jej jedna myśl: jaką suknię założy Olga Aleksiejewna?
– Moja droga! – Maria Lwowna wpadła do pokoju. – Boże, jaka ty jesteś piękna!
– Mamo, pomyślałaś o czymś…?
Maria Lwowna uśmiechnęła się tajemniczo: „Nie martw się. Dzisiaj jest twój dzień”.
W urzędzie stanu cywilnego Alisa była niemal wniebowzięta. „Ogłaszam was mężem i żoną!”. Pierwszy pocałunek był jak mgła – wciąż szukała w tłumie jasnej, kremowej sukienki. Ale Olgi Aleksiejewnej nigdzie nie było.
„Przyjdzie prosto do restauracji” – wyszeptał Maksym.
W restauracji powitano ich brawami. „Biała Akacja” przerosła wszelkie oczekiwania. A potem – czarny mercedes podjechał pod wejście. Alisa kurczowo trzymała się ręki męża.
Olga Aleksiejewna majestatycznie wyłoniła się z samochodu. Naprawdę miała na sobie tę właśnie sukienkę – jasnokremową, haftowaną cyrkoniami, niemal nie do odróżnienia od sukni ślubnej.
– No cóż… – mruknął Maksym.
Ale Olga Aleksiejewna nie zdążyła nawet zrobić kilku kroków, gdy znikąd pojawił się młody kelner z tacą. Dosłownie wpadł na nią, a ciemnobordowy płyn rozprysnął się na nieskazitelnym, jasnym jedwabiu.
„Och, wybacz mi!” – zaklął kelner, rozmazując plamy serwetką. „Jestem taki niezdarny! To sos wiśniowy… Boże!”
Olga Aleksiejewna zamarła jak słup soli. Na jej twarzy malowała się tak wielka gamma emocji, że Alicja odwróciła wzrok.
„Zaraz… wracam” – zaćwierkała teściowa i pobiegła z powrotem do samochodu.
Alicja spojrzała na Marię Lwownę, która nonszalancko poprawiała kwiaty w wazonie. W kącikach jej ust pojawił się ledwo zauważalny uśmiech.
„Wiesz” – powiedział nagle Maksym – „cieszę się, że tak wyszło”.
Alicja spojrzała na męża ze zdziwieniem. Uśmiechnął się smutno:
„Widzę, jak się zachowuje”. Rozkazuje i kontroluje wszystko. Nawet dziś nie mogła się oprzeć – postanowiła przyćmić wszystkich. Mam tego dość.
Alicja przytuliła się do jego ramienia. Na zewnątrz mżyło, ale nagle poczuła zaskakujący spokój. Olga Aleksiejewna już nie wróciła, ale nowożeńcy tańczyli, śmiali się i byli absolutnie szczęśliwi. A suknia teściowej… cóż, czasem sam los stawia wszystko na swoim miejscu. Nawet z pomocą sosu wiśniowego, kelnera i matki panny młodej…