— Zwariowałeś? — Kirill wpadł do mieszkania, machając jakąś broszurą i czekiem. — Haruję tu od rana do nocy, a ty marnujesz moje pieniądze na jakieś bzdury! «Uwalnianie kobiecej energii»… Co to, do cholery, jest? —
Lera spokojnie wyłączyła kuchenkę i wyszła z kuchni. Stanęła w drzwiach i patrzyła. Milczała. Ten spokój jeszcze bardziej rozwścieczył Kirill.
— Po pierwsze — jej głos był spokojny — ja też pracuję, na wypadek gdybyś zapomniał. Po drugie, to inwestycja w siebie.
— Inwestycja?! W tę szarlatanerię dla znudzonych głupców? Dość tego, Lera! Dość! Jutro przyjedzie moja matka. Zaraz cię postawi do pionu! Zobaczymy, jak zaśpiewasz!
Czekał, aż się przestraszy. Ale Lera nawet nie mrugnęła.
— Myślisz, że skoro jestem mała i krucha, to nie będę w stanie się bronić? — Zapytała takim głosem, że Kirył dostał gęsiej skórki. — Pamiętaj: jeszcze jedna groźba, bo twoja matka będzie próbowała mnie tu „edukować” — zrobię ci taki koncert, że nie będziesz wiedział, co cię spotkało. Rozumiesz?
Kirył oniemiał. Gdzie była jego cicha Leroczka? Stała przed nim obca kobieta i go straszyła.
— Ty… o czym ty mówisz? — wydusił.
Lera uśmiechnęła się złośliwie.
— Z tobą, kochanie. I z twoją matką, jeśli wściubi nos. Myślisz, że nie wiem, jak ci w uszach brzęczy? Co za zła żona ze mnie? Znosiłam to wszystko. Latami. Ale wszystko ma swoje granice. Więc powiedz Galinie Siergiejewnie, że lepiej będzie, jeśli zostanie w domu.
Odwróciła się i poszła do kuchni. A Kirył został na środku pokoju, sam, z załamanym autorytetem.
Wieczór minął w ciszy. Lera ugotowała kolację, zjadła – bez zwracania uwagi na Kiryła. Bliżej wieczoru wzięła książkę i rozsiadła się na kanapie w salonie. Sypialnia była dziś tylko jej.
– Jak długo będziesz się dąsać? – zapytał Kirył.
– Nie dąsam się – odpowiedziała, nie odrywając wzroku od książki. – Żyję, jak mi wygodnie. Przyzwyczaj się. A co do cyrku… prawdziwy spektakl dopiero przed nami. Jeśli nie odwołasz trasy koncertowej głównej aktorki.
Kirył przeleżał całą noc na kanapie w biurze. A jedyne, co mógł pomyśleć, to: „Rozerwę was tu na strzępy”. Z jakiegoś powodu wydawało się, że nie żartuje.
Rano rozległo się uporczywe pukanie do drzwi. Mama stała na progu. Galina Siergiejewna.
– No, cześć. Co tu się dzieje? Gdzie twoja… żona? Czy ona jeszcze śpi, proszę pani?
– Proszę, mamo. Ostatnio jest trochę nieobecna.
Galina Siergiejewna weszła do salonu jak czołg.
Potem wyszła Lera. Spokojna i schludna. Skinęła głową.
– I niech ci będzie dobrze. No to powiedz mi – co to za „inwestycja w siebie” z pieniędzmi mojego syna?
Lera usiadła w fotelu.
– Moje wydatki osobiste nie są tematem do dyskusji. Zwłaszcza że mówimy o moich pieniądzach. Kirył zapomniał wspomnieć, że pracuję.
– Ona pracuje! – prychnęła Galina Siergiejewna. – Kiriusza, słyszysz? Warczy! Przyszedłem jej pomóc z całego serca!
Kirył się pocił. Między dwoma ogniskami.
– Postawmy kropkę nad „i” – powiedziała Lera. – Nie potrzebuję twojej rady. Zwłaszcza kiedy próbują mnie „edukować”. Jestem dorosła. Jeśli ci się to nie podoba, to twój problem.
Galina Siergiejewna sapnęła. Jej twarz zrobiła się sina.
– Co… ty sobie wyobrażasz?! Jak śmiesz tak mówić do matki swojego męża?!
– Jak inaczej możesz rozmawiać z ludźmi, którzy przyszli „znokautować upór”? Przyjechali w pokoju – dobrze. Przyjechali na wojnie – sami jesteście sobie winni. Ostrzegałam Kiryła.
– A więc wojna? – syknęła teściowa. – Zobaczmy, kto wygra! Kiryusha, będziesz w milczeniu patrzeć, jak ten człowiek obraża twoją matkę?
Kirył, pobudzony gniewem matki, w końcu odzyskał głos.
– Tak, Lera! Mama ma rację! Straciłaś panowanie nad sobą! Kiedyś byłaś cicha i skromna. A teraz? Dałam ci wszystko! Wszystko!
Lera powoli wstała z pogardliwym uśmiechem.
— Dałam ci wszystko? Serio? Czy to nie ja pociągnęłam nas obie za sobą, kiedy zostałaś bez grosza po kolejnym „genialnym” projekcie? Czy to nie ja słuchałam twoich nocnych żalów o niedocenionym geniuszu?
Kirył się wzdrygnął.
— Kłamiesz…!
— Kłamiesz? A ty, Galino Siergiejewno — zwróciła się do teściowej — ty „oddałaś życie”? Może powinnam ci przypomnieć, jak go kontrolowałaś? Ty znęcałaś się nad każdą dziewczyną? On wciąż chowa się za spódnicą matki! Nie wychowałaś człowieka — infantylnego egoistę!
— Ty suko! Żmijo! — wrzasnęła Galina Siergiejewna.
— Co ty na to „ty mnie”? — Lera spokojnie wyjaśniła. — Poskarżysz się Kiryłowi? Przecież on już tu jest, drży za twoimi plecami. Spróbujesz go uderzyć? Nie radzę. Mogę być mały, ale nauczyłem się samoobrony. Chciałeś „znokautować mój upór”? Spróbuj. Tylko cię ostrzegałem – rozerwę was tu na strzępy. I to nie jest figura retoryczna.
Zapadła gęsta cisza. Kirył stoi blady, z przerażeniem na twarzy. Rozumie: to koniec. Koniec.
Teściowa odwróciła się gwałtownie i chwyciła torbę.
– Ani chwili nie będę w tej norze! Ty – wskazała palcem na Kiryła – to twoja wina! Sprowadziłeś to stworzenie! Nie jesteś już moim synem! A ty – spojrzała na Lerę z wściekłością – i tak zapłacisz! Zgnijesz w samotności!
I wyleciała z mieszkania.
Kirył padł na sofę, zmiażdżony. Lera stała na środku pokoju, wyprostowana. Na jej twarzy malowało się jedynie zmęczenie.
– No cóż, Kirył. Koncert się skończył. Można uznać, że wszystko zostało ze mnie „wytrącone”.
Odwróciła się i poszła do sypialni. Nie było już między nimi muru – spalona pustynia. Gdzie nic już nie wyrośnie. Nigdy.