Kancelaria Sejmu wydała ostre oświadczenie w sprawie dostępu Włodzimierza Czarzastego do informacji niejawnych. Oficjalny komunikat ma być odpowiedzią na narastające kontrowersje wokół braku wypełnienia przez marszałka ankiety bezpieczeństwa. Czy druga osoba w państwie faktycznie podlega innym standardom kontroli niż pozostali parlamentarzyści?
- Status prawny i proceduralne nieporozumienia
- Stały nadzór kontrwywiadowczy w czasie rzeczywistym
- Echa przeszłości i polityczne zarzuty opozycji
- Dobrowolna weryfikacja i ostateczne potwierdzenie służb
Status prawny i proceduralne nieporozumienia
Kancelaria Sejmu w swoim stanowisku nie przebiera w słowach, wskazując na fundamentalne braki w wiedzy krytyków marszałka. Zaznaczono, że „oczekiwanie wypełnienia przez Marszałka Sejmu ankiety bezpieczeństwa to niezrozumienie wynikające z niewiedzy albo wprowadzanie opinii publicznej w błąd”.
Zgodnie z obowiązującym prawem, osoba sprawująca tę funkcję posiada dostęp do informacji o klauzuli ściśle tajne z mocy samej ustawy. Urzędnicy wyjaśniają, że standardowe ankiety są dedykowane osobom o niższym poziomie dostępu, a w przypadku marszałka procedura ta byłaby prawnie niemożliwa do zrealizowania przez ABW ze względu na art. 34 odpowiedniej ustawy o ochronie informacji.

Stały nadzór kontrwywiadowczy w czasie rzeczywistym
W komunikacie podkreślono, że brak ankiety nie oznacza braku nadzoru, lecz wręcz przeciwnie – system ochrony jest znacznie bardziej rygorystyczny. Jak czytamy w dokumencie, „kontrola, której podlega marszałek Sejmu, jest stała i ostrzejsza, niż kontrola wynikająca z jakichkolwiek procedur ankietowych”.
Służby dbają o bezpieczeństwo kluczowych urzędników w sposób ciągły, nie ograniczając się do jednorazowych formularzy. Kancelaria dodaje również, że „druga osoba w państwie jest kontrolowana w innych trybach, na bieżąco, w czasie rzeczywistym oraz informowana o wszelkich zagrożeniach kontrwywiadowczych”. Gwarantuje to pełną ochronę danych niejawnych przed ewentualnymi próbami infiltracji czy naciskami ze strony obcych mocarstw.
Echa przeszłości i polityczne zarzuty opozycji
Spór ma swoje korzenie w okresie, gdy Włodzimierz Czarzasty jako wicemarszałek zasiadał w komisji ds. służb specjalnych i nie posiadał certyfikatu bezpieczeństwa. Wówczas polityk opuszczał salę obrad za każdym razem, gdy omawiano kwestie ściśle tajne, co stało się paliwem dla dzisiejszych ataków politycznych.
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości sugerują, że powodem unikania weryfikacji mogły być domniemane kontakty biznesowe marszałka i jego żony z obywatelką Rosji działającą na rynku sztuki. Choć media prawicowe nagłaśniają te powiązania, sam zainteresowany konsekwentnie odmawia szczegółowych odpowiedzi na pytania o powody dawnych decyzji, co podsyca atmosferę nieufności w sejmowych kuluarach.
Dobrowolna weryfikacja i ostateczne potwierdzenie służb
Aby uciąć spekulacje, marszałek zdecydował się na rzadki krok i poddał się dodatkowej, dobrowolnej kontroli. Kancelaria Sejmu informuje, że „jako druga osoba w państwie mająca kontakt z szefami służb specjalnych, sam poprosił o dodatkową weryfikację kontrwywiadowczą swoich kontaktów i uzyskał jasną informację: nie ma absolutnie żadnych zastrzeżeń”.
Wynik ten potwierdził publicznie koordynator ds. służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Oficjalne stanowisko kończy się logiczną konkluzją: „Gdyby istniał jakikolwiek problem, nie byłoby pozytywnego oświadczenia koordynatora służb, a dostęp do tajnych informacji byłby ograniczany”. Wydaje się, że te argumenty mają ostatecznie zamknąć medialną dyskusję wokół bezpieczeństwa państwa.