INSTAGRAM SPRAWIŁ, ŻE MOJE ŻYCIE WYGLĄDA PIĘKNIEJ… ALE TEŻ INACZEJ

Są takie aplikacje, które nie tylko siedzą w telefonie, ale po cichu zmieniają sposób, w jaki patrzymy na świat. Instagram jest dokładnie taki. Niby to tylko zdjęcia i krótkie filmiki, a jednak po kilku miesiącach łapiesz się na tym, że inaczej ustawiasz kubek z kawą, inaczej szukasz światła w oknie i nawet zwykły spacer zaczyna wyglądać jak „kadr”. Brzmi niewinnie, ale to naprawdę działa.

Instagram od lat jest jednym z największych miejsc w internecie do pokazywania obrazów. Setki milionów ludzi wrzucają tam codziennie portrety, pejzaże, jedzenie, zwierzęta, dom, podróże. I wiesz co? To wszystko potrafi zrobić dzień trochę ładniejszym. Tylko że „ładniejszy” na Instagramie często znaczy też „wygładzony”. A między pięknem a filtrowaniem rzeczywistości jest cienka granica.

JAK INSTAGRAM ZACZĄŁ UPIĘKSZAĆ CODZIENNOŚĆ

Zasada jest prosta i dlatego tak wciąga. Wyciągasz smartfon, łapiesz moment, przycinasz do estetycznego kadru, dorzucasz filtr i nagle zwykła ulica wygląda jak scena z filmu. Nie musisz być zawodowym fotografem. Nie musisz mieć aparatu za kilka tysięcy. Masz telefon, kilka kliknięć i gotowe.

Pamiętam swój pierwszy „instagramowy zachwyt”. Zrobiłem zdjęcie kałuży po deszczu, gdzie odbijały się latarnie i kawałek nieba. Normalnie bym przeszedł obok. A wtedy, przez ekran, to wyglądało jak obraz. Wrzuciłem i nagle posypały się komentarze w stylu „ale klimat!”. To był moment, w którym zrozumiałem, że Instagram uczy patrzeć. Nawet jeśli czasem uczy też… udawać.

KIEDY INSTAGRAM WCHODZI DO SZTUKI, TO ZNAK, ŻE TO JUŻ COŚ WIĘCEJ

Ciekawe jest to, że Instagram dawno przestał być tylko aplikacją do wrzucania zdjęć znajomym. Świat sztuki i mody zaczął go traktować serio. Artyści potrafią brać instagramowe obrazy, przerabiać je, komentować, wstawiać do galerii, jakby mówili: „to jest współczesny pamiętnik ludzkości”. Zwykłe selfie, zdjęcie śniadania czy plaży nagle staje się fragmentem większej opowieści o tym, jak chcemy być widziani.

I tu zaczyna się najciekawsza część. Instagram nie tylko pokazuje świat. On pokazuje świat taki, jaki my chcemy widzieć. Trochę piękniejszy, trochę bardziej uporządkowany, trochę bardziej „premium”. Gdy przewijasz, masz wrażenie, że wszędzie jest słońce, nikt nie ma gorszego dnia, a każdy hotel jest idealny. W realnym życiu bywa inaczej, ale na ekranie widać tylko wybrane kadry.

KWADRAT, FILTRY I „PRZEMYSŁ” PIĘKNA

Jest coś magicznego w tym instagramowym kadrze. Ten uporządkowany obrazek, często w stylu „estetycznie i lekko”, działa jak szybki zastrzyk poprawy humoru. Filtry potrafią ocieplić światło, nasycić kolory, wygładzić skórę, a nawet sprawić, że zwykły dzień wygląda jak wiosna, choć za oknem jest listopad.

Z jednej strony to super. Bo piękno jest potrzebne. Człowiek lubi popatrzeć na coś ładnego, nawet jeśli ma ciężki tydzień. Z drugiej strony, Instagram potrafi „zindustrializować estetykę” — zrobić z piękna produkt, szablon, powtarzalny styl. Nagle wszyscy fotografują podobnie, wszyscy lubią te same kolory, wszyscy ustawiają twarz pod to samo światło. I jeśli nie uważasz, to możesz zacząć myśleć, że prawdziwe życie też powinno tak wyglądać.

A potem przychodzi zwykły dzień, w którym obiad się przypalił, dziecko marudzi, w pracy chaos, a pogoda robi psikusy. I człowiek ma w głowie ten cichy głos: „czemu u mnie nie jest tak ładnie jak u nich?”. No właśnie dlatego, że „u nich” to często highlighty, nie całość.

INSTAGRAM POTRAFI DAĆ SZANSĘ: PRACA, ZLECENIA, ROZPOZNAWALNOŚĆ

Nie chcę jednak robić z Instagrama czarnego charakteru, bo on ma też realne plusy. Dla wielu osób to narzędzie pracy. Fotografowie, graficy, ludzie od mody, podróży, gastronomii — oni pokazują styl i tym stylem zdobywają zlecenia. Czasem jedno dobrze prowadzone konto działa jak portfolio, które otwiera drzwi, bo ktoś zobaczy estetykę i powie: „chcę dokładnie tak”.

Znam osobę, która zaczęła wrzucać zdjęcia wnętrz robione telefonem. Nic wielkiego, po prostu ładne kadry mieszkania, światło, detale. Po pół roku zaczęły się wiadomości od znajomych: „zrobisz mi zdjęcia mieszkania na wynajem?”, potem od firm: „możesz nam sfotografować produkt?”. I nagle hobby stało się dodatkowym dochodem. Instagram bywa trampoliną, jeśli traktujesz go jak narzędzie, a nie jak wyścig.

JAK KORZYSTAĆ, ŻEBY ŻYCIE BYŁO PIĘKNIEJSZE, A NIE FAŁSZYWIE IDEALNE

Najbardziej pomaga prosta zmiana podejścia. Instagram jest super, gdy inspiruje, a nie gdy wpędza w porównywanie się. Ja mam taką zasadę, że lubię wrzucać nie tylko „najlepsze kadry”, ale też momenty normalne. Nie narzekanie dla narzekania, tylko przypomnienie sobie, że życie ma różne odcienie. Czasem jest słońce, czasem jest deszcz, i to też jest okej.

Praktycznie? Zauważyłem, że najlepszy balans daje ustawienie Instagramu jako dodatku, nie centrum dnia. Jeśli pierwszą rzeczą rano jest przewijanie idealnych żyć, łatwo wejść w zły nastrój. Jeśli wejdziesz tam dopiero po zrobieniu swoich spraw, to aplikacja mniej „kręci” głową. I jeszcze jedno: warto pamiętać, że zdjęcie nie musi być perfekcyjne, żeby było prawdziwe i fajne. Perfekcja szybko męczy, a autentyczność… zostaje.

Instagram może sprawić, że twoje życie wygląda piękniej. Może cię nauczyć łapać światło, dostrzegać detale i cieszyć się chwilą. Ale może też sprawić, że zaczniesz żyć pod zdjęcie zamiast dla siebie. I chyba najlepsza wersja to ta pośrodku: bierz z niego inspirację, używaj go jak narzędzia, a nie lustra, w którym oceniasz swoją codzienność.

Bo prawdziwe piękno często jest w tym, czego nie da się przefiltrować. W spokoju, w zwykłym śmiechu, w rozmowie, w wieczorze bez idealnego kadru. I paradoksalnie, kiedy o tym pamiętasz, Instagram naprawdę może być dodatkiem, który dzień upiększa — a nie aplikacją, która go poprawia na siłę.

Źródło: story24.biz.ua

Добавить комментарий

Ваш адрес email не будет опубликован. Обязательные поля помечены *